SZYBKI KONTAKT

PROPOZYCJE

SŁOWO ŻYCIA

Jestem obowiązany korzystać z rzeczy stworzonych szczególnie w tym celu, aby zachować i pomnożyć w swej duszy królestwo świętej miłości Bożej, i tak dojść do królestwa wiecznej miłości w chwale.
Św. Wincenty Pallotti

GOŚCIMY

Odwiedza nas 142 gości oraz 0 użytkowników.

HISTORIA MEGO POWOŁANIA

Historia mego powołania zaczyna się, jak to często się zdarza, od dzieciństwa. Kiedy miałem pięć lat mój dziadek zaczął brać mnie ze sobą do zakrystii. Był on zakrystianinem w miejscowej katedrze pod wezwaniem św. Zofii (w Żytomierzu) jeszcze od czasów komuny – od lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Biorąc mnie do zakrystii wszczepił mi miłość do Chrystusa i Kościoła, pokazał jak dobrze być blisko Pana Jezusa i dał przykład, że to jest prawdziwe szczęście – być blisko Boga.


Niestety, jak to często bywa, nadszedł czas młodości i ja zacząłem odchodzić od Pana. Śmierć mojego dziadka sprzyjała memu odejściu. Straciłem mocne oparcie. Zaczęło się od tego że rzadziej przychodziłem do zakrystii, później zrezygnowałem z służby ministranckiej. Doszło do tego że nie zawsze byłem obecny na Mszy Świętej w dni w które obecność jest konieczna. Odczuwałem niepojęty dla mnie głód. Jak później rozeznałem – brakowało mi modlitwy – bliskości Boga, gdyż uciekałem od Niego.

Następny etap mego powołania rozpoczął się w 2009 roku na Diecezjalnym Dniu Młodzieży w Żytomierzu. Gdzie podczas adoracji Najświętszego Sakramentu odczułem ten sam głos – odczucie znane z dzieciństwa. To Pan Jezus wołał mnie do bliższej przyjaźni z Nim. Ale, jak to często się zdarza, minął Dzień Młodzieży i zapał minął wraz z nim. Na szczęście za pół roku miałem rekolekcje które pomogły mi odnowić wszystkie pragnienia rozpalone na Dniu Młodzieży.


Przede mną powstał dylemat. Zastanawiałem się gdzie pójść, do którego zakonu wstąpić? Wszystkie osoby, do których zwracałem się doradzali mi księży diecezjalnych – sugerowali się tym że to prościej, lżej, bo studiowałbym w kraju (na Ukrainie). Ja jednak czułem, że potrzebuje czegoś innego, czegoś co diecezjalni księża nie mają. Jak okazało się później tym „czymś” była wspólnota – grupa ludzi połączonych braterską więzią. Postanowiłem więc obejść wszystkie kościoły Żytomierza i porozmawiać z przedstawicielem każdej wspólnoty zakonnej. Żytomierz liczy 5 kościołów z czego w trzech posługują księża diecezjalni, w jednym księża pallotyni i w innym ojcowie franciszkanie. Niestety nie wszędzie spotkałem księży. W dwóch kościołach, gdzie posługują księża diecezjalni i w kościele ojców franciszkanów nie było nikogo kto by mógł ze mną porozmawiać - wszyscy byli zajęci i odczytałem to jako znak że nie jest to moje miejsce. Idąc dalej wstąpiłem do katedry, gdzie po spotkaniu z diecezjalnym księdzem (do tej rozmowy byłem nie najlepiej nastawiony gdyż nie chciałem wstępować do księży diecezjalnych) dużo nie wyniosłem.

Ostatnim kościołem w moim „planie obchodu” był kościół, w którym posługują księża pallotyni. W drzwiach kościoła stał jakiś mężczyzna. Jak się okazało – mój przyszły magister postulatu. Odczytałem ten przypadek jako kolejny znak. Pomyślałem „Tu na mnie czekają”. Po rozmowie z księdzem Pawłem Gorajem SAC stwierdziłem, że jest to miejsce którego szukałem i droga którą pragnę kroczyć.

Później nadszedł czas formacji. W postulacie (który dla mnie trwał przez rok) nauczyłem się żyć w stowarzyszeniu. Jak się okazało – nie było to takie łatwe, ale i nie za trudne, wszystko do nauczenia się. W nowicjacie poznawałem Stowarzyszenie bardziej z bliska, a na pierwszym roku w seminarium szykowałem się do złożenia swej pierwszej konsekracji, którą złożyłem dwudziestego dziewiątego września 2012 r.


Przez te trzy i pół roku które jestem związany ze Stowarzyszeniem Apostolstwa Katolickiego przeżyłem bliskie spotkania z Panem Jezusem, nauczyłem się wiele pięknych rzeczy, odczuwałem braterską miłość współbraci i przeżyłem morze chwil szczęścia i radości.

kl.Wiktor Chodakowski SAC